FANDOM


Parę razy wspomniałam, że napiszę jakieś opowiastki z tej okazji :3 Szczerze to pisze je dopiero teraz xD I mi się niezwykle bardzo nie chce xD

Brzuch mnie boli, bo zjadłam sushi... Jako swój pierwszy posiłek dnia D: Straszne nie? xD Ale to nie jest creepypasta...To sie dzieje naprawdę! @^@

A przejdźmy do opowiadań :3

1.

Był to kolejny, niezwykle absurdalny dzień w pałacu Lorda, w którym siedziała cała wikia. Bo wiadomo, on ma pałac, więc co mają się gzić w ciasnym pomieszczeniu. I w dodatku sprzątanie będzie na jego głowie! Tak, wszystkim się ten pomysł podobał.

Siedzieli teraz w wielkim salonie, oglądając TeleWikię gdy coś uderzyło o okno. Niepewni wikowicze rozejrzeli się po sobie, gdy uderzenie się ponowiło.

-Cóż to?-Zapytała fioletowłosa forever alone, wstając z kanapy i wyjrzała za okno, po czym z jej gardła dobiegł krzyk przerażenia.

Pozostali nie zdołali zadać pytania co się dzieje, gdy dało się słyszeć trudne do odszyfrowania słowa.

-To zombie?-Zapytała przestaroszna Lui, trzymając w dłoniach paczkę ciastek.

-Gorzej... To zdecydowanie są...-Chciała odpowiedzieć niezwykle poważna w tym momencie Lisa, gdy okno zostało wybite.

-MENTUSY!-Dokończyła Kubiana, robią natychmiastowo pare kroków w tył. Przez okno nagle zaczęły wchodzić dziwnie randonowe postacie.

-Kiedy nowy odcinek?! Zróbcie coś z tym! Armin jest only my! Lol, jesteście głupi!-Owe słowa zaczęły się z nich wydobywać.

-Tam są drzwi wiecie?!-Krzyknęła zdenerwowana Mad, chociaz każdy wiedział że do mentusów to nie dojdzie. W końcu to było zbyt logiczne posunięcie.

-Zwiewamy! Jak nas dopadną, to się zarazimy!-Stanowczo powiedziała Lisa, ale randomy były coraz bliżej, Trzeba było czyms odwrócić ich uwagę! Ale czym?

-Ja to zrobię! Uratuje wa-!-Nie zdążył dokończyć białowłosy Lord, gdy został pchnięty w ramiona Mentusów. Pozostałe Wikowiczki spojrzały na Kubi, która w tym momencie trzymała łapki za sobą i udawała, że gwiżdze.

Jednak postanowiły to zignorować i wykorzystać tą chwile, gdy Mentusiątka skupiły się na Lordzie, tragicznym bohaterze, którego poświęcenie nie zostanie zapomniane... O motylek! ...O czym to ja? A tak! Nasze wikowiczki cudem uniknęły mentusów, ale to tylko dzięki swoim zgrabnym nózią, które pomogły im uciekać.

Zamknęły się one w najdalej umieszczonym pokoju i zabarykadowały drzwi.

-Musimy ich wywalić! Zniszczą mi chatę!-Jęknęła Arisu, tuląc się do Boskiego Konia. A była tak zdenerwowana , ową sytuacją że nie miała ochoty go nawet lizać!

-Musimy sie jakoś uzbroić przeciw nim...-Mruknęła Lisa, w zastanowieniu.

Wtem Shinarei sięgnęła do kieszeni i wyciągneła Święte BanNozyczki!

-Poczują co to znaczy miec nożyczki w dupie!-Krzyknęła hardo, a zaraz za nią rozpoczęła się zbroić Mad, która już trzymała w dłoni stół. Matrix już trzymała toster naładowany sucharami, Koń świecił boskością, An miała zgniłą marchewę! Shiri podlbiegła do półki z książkami i chwyciła wielki stos słowników!

-O tak! Ortografia ich na pewno pokona!-Stwierdziła z pochwałą Kubi, ale Zebra pokręciła głową gasząc jej entuzjam.

-Co? Jaka ortografia? Przywal po prostu im w łep tym tomiskiem i po problemie.-Stwierdziła całkiem logicznie...

-No tak! Ostateczka broń!-Krzyknęła nagle Lisa i rozpoczęła wykonywac skomplikowane ruchy dłońmi, gdy w nich pojawiła się nagle złota kula-Moc Logiki nas uratuje!

Czyli wszystkie były gotowe do walki, gdy rozpoczęły się walenia do drzwi i próby ich wywarzenia.

-Ruszajmy z tym koksem!-Powiedziała hardo Nya.

-ruchajmy? Nie w takiej chwili!-Oczywiście odpowiedział Mruczek.

W końcu zawiasy nie wytrzymały i do pokoju, niczym woda wlała się fala mentusów, a nasze waleczne wikowiczny rozpoczęły wojnę. Walczyły zaciekle, nie przerywając uderzeń.  Gdy w końcu ostatni mentus padł, odetchnęły z ulgą.

-Niektórzy to byli naprawdę uparci...-Mruknęła Nya, siadając na ziemi i zdyszana wachlowała się słownikiem.

-Yolo, co nie?-Zaśmiała się Kubi, gdy zdziwiona swoimi słowami uniosła brew do góry.

-Ej, jak myślicie ile trzeba będzie czekać na nowy odcinek?-Od niechcenia zapytała Arisu, po czym i ona zdziwiła się tym co mówi. O nie...

-Ej, a ja uważam że TraFFka jest bardzo fajnym stylem pisma!-Dodała Ryu, choć jej mina wskazywała, że wcale nie chciała tego powiedzieć.

-Czyli jednak...Dziewczyny...-Powiedziała przerażona Lisa.-Chyba jednak się zaraziłyśmy....


D:

Straszne! Nie, wcale xD Ale trudno xD  Chciałam tu walnąc fajny komentarz, ale go nie mam także opowieść...


2.

Czuła jak ma uniesione do góry ręce, a że czuła odrętwienie to znaczyło, że wisiała już tak długo. Z jękiem podniosła głowę, by zobaczyć półkole zakapturzonych ludzi, a w środku na ołtarzu ofiarnym zobaczyła swoją miłość.

-NIE! Zostawcie go!-Krzyknęłam przerażona i poruszyła się, jakby chciała się wyrwać z łańcuchów. Ale oczywistym było, że jej się to nie udało.

Wśród zakapturzonych rozległ sie pomruk smiechu, gdy jeden z nich trzymając w dłoni narzędzie, rozpoczął ściągać skórę z ofiary. To był straszny widok, bo z każdym oderwanym płatem widziała coraz więcej wnętrzności swojej miłości. Najgorzej wyglądało obdarcie z twarzy, a potem wyłupanie oczu.

Postac otrzepała dłonie i wymieniła się z kolejnym członkiem pólkoła, który trzymał w dłoni nożyczki. Rozpoczął on przecinanie, wyrywanie i wyrzucanie flaków z "ciała". A po twarzy  przywieszonej rozpoczęły lecieć łzy. Nie chciała na to patrzeć, ale jednak... Patrzyła dalej.

I druga postać, wymieniła się z trzecią po skończeniu swojej pracy. Owa trzecia postać nie zabawiła sie długo, bo jej zadaniem było tylko połamanie na malutkie części szkieletu ofiary. I nadszedł czas, by na scenę wszedł czwarty z zakapturzonych. Wyróżniał się trochę od innych, czyli zapewne był przywódcą. Pogmerał troche w szczątkach i wyjął dziwnym trafem prawie nienaruszone serce ofiary.

Podszedł on do Przywieszonej i pomachał nim, przed jej oczami, gdy rzucił je o ziemie i podeptał mocno.

-Wy potwory! Jak mogliście! Był taki młody!-Krzyknęła rozdzierającym serca głosem i pociągnęła parę razy nosem.-Mój...Mój...Mój komputeeeer.


Tsaaaa, nie mam ochoty pisac strasznych opowieści. Także pisze Trolle xD

Wyjaśnienie:

Skóra- Obudowa

Oczy-Diody

Flaki- Kable

Szkielet- To szkielet komputerka

Serce- Dysk główny

3


I trzecia, ostatnia pasta. Specjalnie dla Shin...


3.

Shinarei zaklnęła wściekle, patrząc zdenerwowana na monitor komputera. Głupi Forever Alone, znów robił z siebie debila, więc nic dziwnego że była zdenerwowana. W końcu FA to takie irytująco-głupie istnienie...

Wtem rozległ się głośny szczek na zewnątrz, który spowodował że żona Murasa zadrżała. Cholerna Kubi i jej Smile Dog.

Postanowiła umilic sobie czas i puścić jakąś piosenkę, zapewne Taito. I tak słuchając melodii, i serfując po necie spędzałą czas, gdy nagle wszędzie zagościła cisza i ciemność.

-No pięknie, korki padły.-Westchnęła dziewczyna podnosząc się z krzesła, by iść po latarkę. Owszem atmosfera była nieprzyjemna, ale nie mogła pozwolić by strach wziął nad nią górę. Ale wtedy ponownie rozległ się szczek.

-To tylko pies... Zwyczajny pies...-Mówiła do siebie na dodanie otuchy, ale jednak zdawało jej się że słyszy cichutkie kroki. Ale przeciez nikogo w domu nie było... Pewnie jej się zdawało... Ale...

Kroki stawały się coraz głośniejsze, co spowodowało że Shin zawróciła biegiem do swojego pokoju i sie zamknęła, błagając w myślach, by prąd wrócił, albo by ktokolwiek wrócił...

Oddychała szybko, gdy zza okna zobaczyła czerwone ślepia, które wywołały u niej krzyk. Chwyciła pięrwszą rzecz, która miała pod ręką, a nią były nozyczki. O, czyli choć jedna, dobra rzecz..

Gdy jednak ponownie spojrzała w okno, ślepia zniknęły.

Hau!

Szczekanie nagle stało się coraz szybsze i głośniejsze, a klamka zaczęła się poruszać. Shin krzyknęła, ale jednak ustawiła się tak, by w razie czego atakować. Ale gdy drzwi się otwarły nikt za nimi nie stał... Ale poczuła chłodny powiew. Odwróciła się i zarejestrowała dwa fakty.

Okno było otwarte.

I wyszczerzony w rekinowym uśmiechu pyskt...


Niby sytaszne, ale nie straszne... Także no. To koniec :3 żałosne, żałosne xD Co ja robię ze swoim życiem... Ale przynajmniej brzuch mnie przestał boleć ^^